Ku pamięci! Ziutek… Narkoman futbolu.

Przypadająca na 31 marca piętnasta rocznica śmierci Józefa Łobockiego staje się doskonałą przyczyną do wspomnienia tej ważnej dla historii naszego klubu oraz piłki na Warmii i Mazurach, nietuzinkowej postaci.

Józef Łobocki urodził się 10 stycznia 1946 roku w Olsztynku. Od najmłodszych lat związany był ze sportem- uprawiał koszykówkę, biegi przełajowe oraz kolarstwo. Jednak to piłka nożna była wybranką jego życia. Całą karierę piłkarską spędził w OKS-ie Olsztyn, z przerwą na służbę wojskową, w latach 1968-1970, kiedy to grał w Polonii Bydgoszcz. W 1978 r. rozpoczął pracę trenerską,, w której osiągnął szereg sukcesów. Z olsztyńskimi juniorami zdobył złoty medal w Pucharze Michałowicza, a z juniorami młodszymi wicemistrzostwo Polski. W 1989 r. został asystentem Wiktora Stasiuka w reprezentacji Polski do lat 16, która rok później zdobyła w niemieckim Erfurcie złoty medal mistrzostw Europy, a dwa lata później w mistrzostwach Europy do lat 18 w Norymberdze zajęła czwarte miejsce.

Położył wielkie zasługi dla rozwoju piłki nożnej w województwie. W połowie lat 90 tych razem z Bogusławem Kaczmarkiem wprowadził Stomil do I ligi. Następnie prowadził z sukcesami w II lidze zespół Jezioraka Iława, z którym nieznacznie przegrał awans do ekstraklasy. Potem wrócił do Stomilu gdzie był m.in. trenerem prowadzącym pierwszą drużynę lub koordynatorem wszystkich grup. Następnie w sezonach 1998/99 i 1999/2000 prowadził naszych seniorów, z którymi zanotował awans do III ligi i zdobył w 1999 roku wojewódzki Puchar Polski, podobnie jak z pierwszym i drugim zespołem Stomilu. Po odejściu z Granicy od października 2000 roku do marca roku następnego ponownie prowadził pierwszoligowy Stomil Olsztyn, gdzie był też wiceprezesem klubu. Następny etap jego pracy to czynne włączenie się do rozwoju nowego klubu, OKS 1945 Olsztyn, na bazie którego przywrócono nazwę Stomil. Brał czynny udział w organizacji Memoriału Aleksandra Kupcewicza, podczas którego rozgrywano mecze gwiazd z klubów regionu i ich wychowanków grających w kraju i zagranicą z młodzieżową kadrą W-MZPN. Ten tradycyjny mecz na zakończenie sezonu piłkarskiego na Warmii i Mazurach przekształcił się po jego śmierci w Memoriał Józefa Łobockiego.

Józef Łobocki z racji związania przez swoją całą sportową działalność ze Stomilem Olsztyn, gdzie był i trenerem juniorów, asystentem trenera, pierwszym trenerem, wiceprezesem, czasami sekretarką i bileterem. Był uwielbiany przez kibiców i stał się niekwestionowaną ikoną klubu za życia, a po śmierci urósł do miana jego największej legendy.

Zmarł na zapalenie płuc 31 marca 2004 roku, którego nabawił się, jakby gdzie indziej jak nie na przedsezonowym zgrupowaniu istniejącego wówczas OKP Warmia i Mazury Olsztyn…

O własne wspomnienia o Józefie Łobockim, podczas jego pracy w Granicy spytaliśmy kilka osób najbliżej z nim wtedy związanych. Długoletni działacz klubu, trener i wychowawca najmłodszych piłkarzy, Wiesław Sopyła był wtedy kierownikiem drużyny seniorów trenowanej przez Łobockiego. Zapytany o Niego, mówi tak:

„Józek był człowiekiem całkowicie oddanym piłce nożnej. Bez piłki nożnej po prostu nie potrafił żyć. Miał ambitne plany sportowe związane z rozwojem piłkarstwa na Warmii i Mazurach. Marzył o tym aby w naszym regionie zbudować naprawdę silny ośrodek piłkarski skutecznie rywalizujący na piłkarskiej mapie Polski. Na pewnym etapie w te plany wpisała się nasza Granica, którą wprowadził na piłkarskie salony, bo tak należy ocenić ówczesną III ligę ( dla przykładu obecna jest dopiero 4 poziomem rozgrywkowym w Polsce). O efektach jego pracy ( no i oczywiście zawodników) świadczyły tłumy kibiców na kętrzyńskim stadionie, liczone w tysiącach. Józek był trenerem bardzo konkretnym i wymagającym, nie tylko od zawodników, ale i od siebie. Wiódł tak naprawdę spartańskie życie, i w moim przekonaniu czas spędzony bez treningu, meczu czy innych  piłkarskich obowiązków był dla niego czasem straconym. Wymagał wiele ale i równocześnie wspierał, był surowy, ale też wesoły i uśmiechnięty. O zawodników dbał bardziej niż o siebie. Szkoda jednak, że niektórzy z nich nie potrafili tego docenić. Jak każdy trener miał swoich „pupilków”, którym pozwalał  na dużo więcej niż innym. Jednym z nich niewątpliwie był Mirek Romanowski. Ich wzajemne relacje sięgały wcześniejszych lat pracy i gry w Stomilu Olsztyn. Mieli wspólny język i potrafili wspólnie żartować. Pamiętam np. jak w czasie przejazdów na mecze Mirek prokurował szereg żartów z telefonem komórkowym w tle, polegających na wydzwanianiu z drugiego końca autobusu na telefon Józka z nieznanych mu numerów. Za każdym razem był on wkręcany przez dzwoniącego w różne wymyślone historie, które mogły by stanowić przyczynek do niejednej filmowej komedii. Jednak, gdy przyszło do meczu zawsze wszystko wracało do normy i praca była na pierwszym miejscu. Józek był trenerem z doskonałym warsztatem trenerskim, pasją i zapałem. Mimo wielkiego szacunku dla wszystkich pozostałych trenerów,  z którymi później miałem styczność jako kierownik drużyny, niestety nikt nie potrafił Mu dorównać. Moim zdaniem Józek miał również swój wkład w późniejsze wyniki Granicy, zarówno w w rozgrywkach III ligi sezonu 2000/2001 jak i IV ligi 2001/2002. A to za sprawą licznego grona młodych wychowanków Granicy, którzy wówczas trafili do drużyny i przez kilka kolejnych sezonów stanowili o jej sile. Oni właśnie mieli możliwość uczestniczyć w treningach prowadzonych przez niego,albo też po prostu je obserwować. Sądzę, że dało im to naprawdę dużo. Przez okres blisko dwóch lat miałem możliwość współpracować z Józkiem, i to jemu podobnie jak Pawłowi Grygonisowi jako trener zawdzięczam najwięcej. Dlatego też z szacunkiem pochylam głowę nad dokonaniami Józefa Łobockiego, który jako jeden z nielicznych trenerów w ponad 70 letniej historii Klubu, przysporzył mu tyle sukcesów. Niech Pamięć o Nim będzie wieczna.”

Wieloletni działacz i sponsor klubu, Władysław Kwaśniewski, piastował wtedy funkcję wiceprezesa klubu, dodatkowo z Łobockim działali wspólnie we władzach WMZPN.

On podobnie jak przedmówca mówi, że „takiego pozytywnego fanatyka piłki nożnej, jak Józef Łobocki nigdy wcześniej, ani później nie spotkał na swojej drodze. On sam siebie nazywał „narkomanem futbolu”, i bez dwóch zdań takim był. Siłę do życia i jego sens czerpał „z” i widział w futbolu. Czas między treningami czy meczami spędzał min. na prowadzeniu osobliwego pamiętniko- notatnika, będącego swoistymi kronikami jego życia. W nim to zamieszczał min. wycinki z gazet dotyczące meczy drużyn przez siebie prowadzonych, ale też innych zespołów, czy innych dyscyplin sportowych a także różne odręczne oceny, zapiski, sentencje czy przemyślenia niekoniecznie związane z piłką. Jednym z dziesiątek powiedzonek których używał był zwrot „fakty tworzą ludzie…”. Drugim cytatem, który trafnie pokazuje jak zacnym i skromnym był człowiekiem są słowa duńskiego filozofa Sorena Kirkegaarda, za którym lubił powtarzać:”Są ludzie, którym ordery przynoszą zaszczyt i ludzie, którzy przynoszą zaszczyt orderom.” Znając dobrze Łobockiego można z czystym sumieniem powiedzieć, że bezsprzecznie on sam należał do tych drugich…”

Grający wtedy w Granicy i będący podporą linii obrony, Artur Farańczuk pamięta Łobockiego jako trenera wymagającego i surowego, ale jednocześnie wyrozumiałego i sprawiedliwego. Ciężka praca wykonywana na treningach czy zgrupowaniach przynosiła wymierne efekty w uzyskiwanych wynikach, często była okraszana jego słowami ” lekko to będziecie mieli w grobie a teraz zapier….!”

Najwięcej czasu z Łobockim spędzał wówczas gospodarz obiektu przy Bydgoskiej, Roman Kaliniczenko. A to dlatego, że był tam godzinami, od rana do wieczora i dzięń w dzień, opiekując się płytą boiska i obiektem. A na stadionie w skromnym małym pokoiku mieszkał Ziutek przez blisko dwuletni pobyt w Kętrzynie. Romek przegadał setki godzin z Łobockim, na różne tematy, nie tylko piłkarskie. Wg niego Łobocki oprócz tego, że był znakomitym trenerem przede wszystkim był wspaniałym, pozytywnie nastawionym do życia i pełnym humoru człowiekiem. Mimo tego, że miał duże osiągnięcia zawodowe, liczne kontakty i znajomości, nie nosił głowy wysoko a każdą osobę związaną z klubem traktował z szacunkiem i równą sobie. Dotyczyło to członków zarządu, szeregowych pracowników klubu czy kibiców. Działo się tak dlatego, bo to był po prostu równy gość…!

Wszystko to co Józef Łobocki zrobił w naszym klubie, i jakim był człowiekiem, każe nam wieczną pamięć o Nim pielęgnować w klubowych kronikach i kultywować wśród piłkarskiej braci.

„Można odejść na zawsze, by stale być blisko…”

                                                                Ks. J. Twardowski

 

W tekście wykorzystano:

📸B.Goździewski, F.Szewczyk

pamiątki i artykuły ze zbiorów W. Sopyły i W. Kwaśniewskiego